To nie święta…

Ho ho ho!

Trochę ci się przytyło!

Mało razy słyszeliśmy podobne teksty po świętach? Tak się już utarło: święta – tycie. No bo wiadomo pierogi, ciast, miód, pierniczki… Chyba nie są to sprzymierzeńcy szczupłej sylwetki, prawda?

No prawda…

Ale czy rzeczywiście oznacza to, że aby zachować szczupłą sylwetkę nie wolno nam nawet powąchać makowca czy piernika, mamy jeść suchą sałatkę bez majonezu czy same fit słodkości, które ( powiedzmy sobie szczerze ) choć smaczne, to jednak nie mogą się równać z tłustym i słodkim sernikiem mamy?

Nie!

A zaraz dokładniej odpowiem…

Nie zastanawiało cię nigdy jak to się dzieję, że w ciągu 3 dni świąt tyjemy nagle 5 -10 kilo? Bo tak naprawdę nie tyjemy w 3 dni. Cała „magia” świąt rozpoczyna się wraz z rozpoczęciem grudnia, gdy porwani magiczną atmosferą w sklepach zaczynamy rozglądać się za piankami do kakałka i pierniczkami. Zaczynamy piec próbne ciasta i osładzać zimne wieczory czekoladą. Zamiast wychodzić z domu wolimy spędzić czas z netflixem, pod ciepłym kocykiem…

A tuż przed świętami? Kiedy zaczyna się wielkie pieczenie i gotowanie, a także wylizywanie łyżek po lukrze czy majonezie, próbowanie potraw setki razy, czy podjadanie cukierków z choinki.( no nie mów że tego nie robileś 🙈) Potem wigilia, czyli napad na pierogi, jakby nie jadło się ich przez 5 lat, ciasto i jarzynową. A co po świętach? Znowu za dużo żarcia i jeszcze przez dobre 2 tygodnie dojadamy piernik. Potem sylwester – chyba nie muszę mówić co to oznacza. Następnie ( jeśli urządzamy sylwestra w domu) dojadanie resztek po sylwestrze…

I tak nasze magiczne 3 dni świąt zmieniają się w miesiąc obrzarstwa, ” bo i tak święta, dieta do kosza”.

Ale nie oznacza to, jak już wcześniej powiedziałam, że musisz trzymać michę nawet w święta. Proszę zjedz pieroga. Bardzo smaczny pieróg. Wystarczy tylko podejść do zdrowego żywienia nie jak do kary, czegoś co kończy się po zjedzeniu za dużej ilości pierniczków.

Dieta powinna być naszym stylem życia, który utrzymujemy z radością, przez caly rok. A gdy nadejdą święta, lekko luzujemy pas i rozkoszujemy się świątecznymi potrawami. Nie napadamy na sernik jakby ktoś miał zaraz zjeść nam cały i nie zostawić ani okruszka. Każdy kolejny kawałek będzie smakował tak samo, wierzcie mi. A po świętach, wracamy do starych, zdrowych nawyków – nie za karę, ale dlatego, że jest to część naszego życia. Nie gotujmy niewiadomo ile. Potem albo jemy świąteczne dania aż do nowego roku, albo wyrzucamy jedzenie do kosza. To święta, nie apokalipsa. Jeszcze nie bylam na wigilii na której ktoś nie miałby co zjeść. A chyba każdy z nas kiedykolwiek nie mógł już patrzeć na wigilijny stół.

Nie liczmy kalorii, jedzmy ulubione potrawy – ale z umiarem i zdrowym rozsądkiem…

A przede wszystkim…

Spędźmy czas z rodziną! Pójdźmy na spacer i doceniajmy chwilę, nawet w tak trudnych czasach 🖤 Święta to nie tylko czas leniuchowania i jedzenia aż nowa kiecka pęknie! To przede wszystkim czas miłości, którą nie można przeliczyć na nadprogramowe kalorie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s